Blog

RSS
  • Wrażenia z koncertu Ziomusia z Psar

    7 Jun 2012, 23:09

    Śro 6 VI – Bracia Figo Fagot, Grill Attack, Panzerhund
    Moja pierwsza próba zrelacjonowania jakiegoś wydarzenia. Będę nieobiektywny - dużo piłem i w tym wszystkim chcę przemycić trochę lokalnego patriotyzmu...

    Dla większości spośród ponad 300 osób, które zawitało 06.06.06+06r. do LOG:INu gwiazda była jedna. To dla Bracia Figo Fagot zapłacili 20zł za bilet, przebrali się w dresy, podoklejali sobie wąsy, obwiesili łańcuchami itp. Mimo dobrego nagłośnienia, sporej energii płynącej ze sceny i wspólnego śpiewania hitów sam koncert nie zapisze się dobrze w mej pamięci. "Pot śmierdzi spod pach, na sali syf aż strach..." śpiewał kiedyś Kazik zanim zdziadział i tym zdaniem mógłby dobrze opisać co działo się w przepełnionym do granic możliwości LOG:INie... Z sufitu kapała woda, pod nogami walały się butelki po piwie, było strasznie duszno i gorąco a ścisk był taki, że każda chwila spędzona na koncercie Braci F-F wiązała się z ciągłym kontaktem cielesnym z równie spoconą osobą stojącą obok. Oczywiście spora grupa osób, która dopchała się pod samą scenę bawiła się do upadłego mimo wszystko. Spora też grupa stała jednak z tyłu i zdegustowana patrzyła na to wszystko ocierając co chwila z czoła pot. Gdy tylko po godzinie koncert się skończył tłum uciekł na zewnątrz klubu co pozwoliło przewietrzyć trochę salę. Ci, którzy nie bawili się tak dobrze jak by tego chcieli mogli później przez parę godzin pić browar z Figo i Fagotem, robić pamiątkowe zdjęcia, pogadać i possać im pały itp.

    Sporo osób ewakuowało się też po tym doświadczeniu do domu wyprasować dres na procesję nie zauważywszy, że zaraz zaczęło się wypasione after party za sprawą występu Grill Attack. Można dyskutować o gustach, kto jaki pastisz woli pozostanie jego osobistą kwestią, ja nie ukrywam, że na Git Produkcję nie wydałbym w życiu 20zł za bilet. Ale koncert Ziomusia z Psar? To była sprawa honorowa, wszak sam pochodzę z Psar! Tu też wyjaśnię od razu, że nie znałem go z wioski mimo, że tworzył jakieś 200m od mojego domu a natrafiłem na jego muzykę na YouTubie. Co w niej urzeka? Pomysł i realizacja swoich wygłupów całkiem ciekawe, do tego bardzo dobrze zrobione podkłady muzyczne! O ile twórczość Figo Fagot trafia do ludzi skrajnie brzydzących się disco-polo, dlatego jest do granic możliwości tandetna, że aż sztampowa - o tyle muzyka Ziomusia momentami zachwyca miłośników muzyki elektronicznej (no dobra, znam ze 4 takie przypadki wśród znajomych, bo nie ma co ogólnikować przy artyście mającym jakieś 700 odsłuchań na tym portalu). Mógłbym się tak jeszcze rozpisywać o tekstach, przebraniu czy genialnie dopieszczonych teledyskach, ale odbiegam od tematu samej imprezy...

    Na koncercie po rozluźnieniu się klubu zostało ok. 50 osób, co dało większe możliwości ku gibaniu się pod samą sceną. Głównie byli to ludzie, którzy wiedzieli kto ma wystąpić, bo głośno skandowali wielokrotnie pseudonim artysty. Grill Attack wydało właśnie 4. płytę stąd materiału spokojnie starczyło na 2h koncertu i bisując kilkukrotnie nie powtórzył żadnego utworu. Po krótkim intro zaczął od dobrze znanego Grill Maj Lajf co zapoczątkowało wspólne śpiewanie. Na pewno pomogło to, że wszyscy byli już rozgrzani jak i nagrzani po Fagotach. Deklaracja "stop przemocy, stop rzeźnikom, stop masarniom, stop narkotykom!" już na wstępie poprawiła humor po kąpieli w ludzkim pocie z przed godziny... W zaprezentowanym materiale sporo było kawałków z nowej płyty, która składa się z samych coverów. Zabawa przy znanych-odświeżonych melodiach przeplatana była klasykami Ziomusia jak chociażby "Grilluj, grilluj, grilluj piwkiem polewaj!". Wśród nowych kawałków publice przypadł do gustu zwłaszcza cover Kraftwerka pt. Grillowy Robot, który usłyszany pierwszy raz przez publikę zrobił takie wrażenie, że podczas bisowania domagano się ponownego jego wykonania. Na scenie Ziomuś czuł się swobodnie rzucając między piosenkami parę słów do słuchaczy. Warte uwagi były wizualizacje, które prezentował. Znane z jego teledysków obrazy dopełniały genialnie klimat imprezy. A Ziomuś oprócz tradycyjnego stroju przyniósł ze sobą na scenę statyw na ...klapki. Podobnie jak artyści gitarowi, koneserzy brzmień zmieniają swoje wiosła co kawałek tak Ziomuś przebierał między klasycznymi Kubotami a innymi koszmarkami z plastiku z wymyślnymi wzorkami. Koncert był długi, ale nikt na to nie zważał, bo zabawa była przednia! Dlatego też nie pozwolono odejść Ziomusiowi bez całkiem długiego bisowania. Zaczął hip-hopowo od zdissowania Krzysztofa K. czym rozgibał na nowo publikę a pod koniec zaprezentował nową wersję melancholijnego (choć z przytupem) Desperado. Słuchacze Radia Luz mogli być zawiedzeni, bo zabrakło znanego min. z Luźnej Listy przeboju kac (chyba, że się mylę i w moim muzyczno-alkoholowym transie mi umknął...), ale i tak pokazał, że ma sporo równych utworów przy których można się bawić całą noc.

    Zdaje się, że był to pierwszy koncert Grill Attack we Wrocławiu - choć Psary to wioska leżąca tuż obok. Ziomuś grywał już w wielu innych miastach Polski, ale wiadomo - ciężko być prorokiem w własnym kraju i dość długo zajęło zanim wieszczenie nieustannej zabawy przy grillu trafiło do wrocławskich klubów. Mimo, że I Love Kiełbasa to ponoć ostatni w ogóle album Grill Attack, ciężko uwierzyć by nie zorganizowano ponownie party z udziałem Ziomusia. Ten człowiek potrafi zrobić naprawdę konkretną bibę!