Blog

RSS
  • Wielki Koncert Juwenaliowy: Kult, Coma, Lao Che, Kraków 09.05.2013

    12 May 2013, 10:46

    Czw 9 V – Juwenalia Krakowskie: Wielki Koncert Plenerowy

    Zupełnie się tego po koncercie Coma nie spodziewałem. Widząc ich już 5 raz myślałem, że panowie są już na równi pochyłej w tej branży. Właściwie, co roku było gorzej, a tymczasem… 3 dni temu zagrali świetnie z mocą, energią i SiŁĄ! Wszystkie wymiatacze wyszły rewelacyjnie: Pierwsze wyjście z mroku, Angela, Deszczowa piosenka, Trujące rośliny, Transfuzja, a Woda leży pod powierzchnią która pojawiła się jako trzecia to mistrzostwo świata! :D Skusiło mnie i całą rzeszę oddanych fanów po obu stronach barierek do aktywnego pogo! :D i to jakiego ^^ byli ranni, współczuje. A od czego zaczęli? Od 0Rh+, i tak moim zdaniem klimatycznie, stonowanie powinien zaczynać się każdy koncert Comy. Co z kolei było minusem? Że tych progresywnych, rozbudowanych utworów było od cholery… Moim zdaniem, chłopaki na scenie powinni zajmować się głównie tym, w czym są najlepsi, czyli wymiataniem, bo tak na dobrą sprawę licząc czasowo, połowa setu zeszła na te ciągnące się w nieskończoność długasy. Zwłaszcza bije tu do Parapetu, którego w czasie koncertu nie rozpoznałem… Dobrze wypadło wspomniane wyżej 0Rh+ i niezwykle nieziemsko, niezawodne Sto tysięcy jednakowych miast, zresztą wyproszonych (wykrzyczanych) przez tłum po pierwszym zejściu zespołu, przed bisami. Sam Roguc był bardzo zadowolony z postawy tłumu, który bardzo ochoczo kucnął na początku utworu. Część zgromadzonych fanów może też boleć fakt, że swój set oparli przynajmniej w połowie na utworach z kontrowersyjnego Czerwonego Albumu. Ogień tam jest, ale nie klimat. Ja nie narzekam, bo koncertowo wypadło świetnie, ale rozumiem zawód części zgromadzonych, którzy liczyli raczej na 3 lub 2 pierwsze płyty zespołu. Ogólnie koncert bardzo pozytywnie, ale odnoszę wrażenie, że publika bawiła się świetnie, a sami muzycy nie odczuwają już takiej radości…

    Co innego gwiazda wieczoru Kult z królem polskiej sceny Kazikiem. Koncert był nieprawdopodobnie dobry i niesamowicie długi - około 140 minut i ponad 30 utworów! A to przecież występ juwenaliowy, do tego dochodzi super kontakt z Kazika z publicznością:) A jeśli mowa o publiczności… to szacunek też dla niej! Bo szaleństwo ogarnęło większość zgromadzonych. Po spożytym posiłku w przerwie między Comą a Kultem, nie ciągnęło mnie specjalnie do spontanicznej zabawy, wiec stanąłem sobie dosyć daleko na wysokości namiotu technicznego przed sceną. I co? Nie musiałem nic szukać, ani się starać dotrzeć do przodów. Pogo samo mnie znalazło i to tak daleko od sceny, niesamowite, czapki z głów dla zgromadzonych :D Ale czy to dziwne, kiedy gra Brooklyńska Rada Żydów i Gdy nie ma dzieci, ciężko się opanować. Jednak zdziwienie mnie tez dopadło chwilkę później, bo po paru utworach zauważyłem, że w najbliższej odległości tylko ja się bawię i śpiewam tekst do Maria ma syna. Nie rozumiem energia totalnie ich odpuściła. A kysz poszedłem od tych nudziarzy do przodu :P Co utwór to bliżej, koło 10 utworu przy Amnezji byłem już jednym z większym skupisk szalonych ludzi :p którzy wiedzą co się robi na koncertach. Minusem spektaklu Kultu mogłaby by być duża ilość nowych piosenek, które mają się ukazać na nowej płycie, której premiera lada moment, ale w końcu kiedyś trzeba się promować. Mógłby być to minus, ale nie był, bo nowe utwory wypadły przynajmniej bardzo dobrze, widać, ze będzie warto zaopatrzyć się w nowe wydawnictwo. Jeśli chodzi o pozostała część setlisty – nie można mieć żadnych uwag, przekrój największych przebojów. Może brakło mojej ulubionej Dziewczyny bez zęba na przedzie, ale można to wybaczyć :) A Sowieci na zakończenie też było bardzo zacne zwieńczenie koncertu. 3-ci koncert Kultu, ale nie słyszałem tego na żywo. Tłum krzyczał chyba przy tym najgłośniej.

    Przed koncertem Comy na scenie pojawiło się Lao Che . Jako, że znam zespół tylko z singli i utworów, które wykazały się na Liście Przebojów Programu Trzeciego, nie mogę się nazywać wielkim fanem ;) też nie szalałem, ale to też może jeszcze godzina nie ta. Trzeba jednak powiedzieć, że koncert w był przynajmniej na wysokim poziomie. Dało się tu odczuć między lewą i prawą stroną, (na której byłem przez cały koncert od początku do końca) publiczności pewien dyskomfort. Po prostu lewa była dużo aktywniejsza, nie to mało powiedziane, zgniotła prawą swoją energicznością. Na szczęście później różnice się zatarły. Wiadomo, że jednak strona bliżej wejścia prawie zawsze bawi się lepiej ;) Lao Che też mocno zaszalało, już 2 i 3 utwór to 2 największe przeboje grupy, bo mieliśmy kolejno Hydropiekłowstapienie i Czarne kowboje. Tu obie strony publiki dały mocny pokaz siły. Tyle, że lewa działała dalej przez kolejne utwory, prawa się uspokoiła. Mocnych punktów było bardzo dużo. Wspomnę tylko o tym zdecydowanie najmocniejszym, który przyszedł z najnowszego albumu. Mowa tu o Zombie! które doprowadziło lekko zroszony tłum delikatnym deszczykiem i skąpanym w zachodzącym słońcu (ależ piękny widok!) do ekstazy. Oj wtedy to się działo i nie ukrywam, że mi też się udzieliło. Jako, że pierwszy raz widziałem Lao Che z takiego bliska i miałem szansę im się przyjrzeć, (kiedy wcześniej byłem na ich koncercie przesiedziałem cały występ w miasteczku piwnym) mogę spokojnie przyznać, tytuł najlepiej bawiących się muzyków tego dnia basiście i perkusiście zespołu. Sama radość widzieć ludzi tak cieszących się swoją pracą ^^ Wady hmmm: razić może brak żadnego utworu z Powstania Warszawskiego.

    Podsumując całość - może zestaw kapel nie najoryginalniejszy, a i tak studenci mogli czuć się zadowoleni poziomem poszczególnym spektaklów. Niezadowoleni, mogą czuć się poszkodowani w czasie pogo :P Ja oceniam jak najbardziej pozytywnie, bo i ochrona i nagłośnienie i światła na scenie i wszytko inne bez uwag.
    P.S. tak w ogóle polecam przetrwanie całego koncertu zupełnie na trzeźwo. Naprawdę zajebista sprawa!