Totentanz – Live i jakieś tam inne sprawy
Szczęśliwym trafem dnia 3 grudnia tego roku mogłem pojawić się na prapremierze koncertowego DVD Totenów. W wyniku tegoż wydarzenia w moje spocone i drżące łapki trafiło opakowanie zawierające dwie płyty, których zawartość zaraz tu opiszę. :)
Na początek - sposób wydania. Kartonowe opakowanie, ładne, w środku dwie plastikowe... No, takie coś, w czym się trzyma płyty, wiecie, co mam na myśli. Dołączona jest mała książeczka, w której jest troszkę czarno-białych zdjęć i opowieści z cyklu making-of, o dziwo w odwróconym porządku chronologicznym. Design płyt to rozsądny, elegancki minimalizm.
Przejdźmy jednak do konkretów. Najważniejszym konkretem jest tu warstwa muzyczna, którą opiszę utwór po utworze, bo tak lubię.
1) Paranoja – rozpoczyna się długim (żeby nie powiedzieć przydługawym) wstępem orkiestralnym. Niemniej sama orkiestra wiele utworu nie zmieniła, przynajmniej w porównaniu z niektórymi pozostałymi piosenkami.
2) Marionetka – tutaj wpływ muzyków z orkiestry jest znacznie bardziej wyczuwalny, zwłaszcza pozytywne wrażenie wywarł na mnie „latynoski” motyw wpleciony przed solówką.
3) Przeżyjemy zło – gdy Rafał śpiewa sobie „tylko przy mnie bądź” smyczki robią naprawdę świetną robotę.
4) Całkiem sam – chyba najlepiej zaaranżowany utwór z całej płyty. Klawisze, smyczki, wszystko to pięknie wzbogaca i nadaje genialny klimat utworowi.
5) Oceany gwiazd – napisałbym, że ładne smyczki, ale nie napiszę, bo bym się wtedy nieco powtarzał i zrobiłoby się zbyt nudno.
6) Światło dnia – jak dla mnie od samego początku to była wymarzona piosenka do aranżacji na orkiestrę i Bartek Szułakiewicz potencjału nie zmarnował. Niemniej w remasteringu postawiłbym na nieco mocniejsze basy.
7) Odkłamanie – ma znacznie więcej energii niż studyjny oryginał.
8) Poza wszystkim – nie podoba mi się rozpoczęcie, które kojarzy mi się ze synth-popem i nijak nie pasuje do klimatu. Natomiast w dalszej części te same klawisze brzmią dużo lepiej (bo są subtelniejsze). Trzeba też docenić bardzo fajnie zrealizowane zakończenie.
9) Nikt – jak dla mnie to ten kawałek dużo lepiej sprawdza się na koncertach niż podczas słuchania w innych okolicznościach; wersja z „Live” również mnie nie powala, acz nie można też jej nic zarzucić.
10) Nie zostało nic – utwór średnio przeze mnie lubiany w oryginale, tutaj dzięki wkładowi orkiestry zabrzmiał zupełnie inaczej. Powiedziałbym nawet, że został nam podany w nieco industrialowym sosie a’la
Rammstein. Może to i nadinterpretacja, ale posłuchajcie i przyznajcie mi rację. A jak nie przyznacie to wypad!
11) Na koniec świata – cóż, ładny początek, a potem balladowo, bez większej rewolucji.
12) Zimny dom – bardzo dopieszczony kawałek, służy bodajże nawet do promocji albumu i to trafny wybór.
TUTAJ możecie sobie go posłuchać i pooglądać.
13) Daję mniej – tak jak w wypadku „Odkłamania”, tak i tutaj dostajemy więcej energii, irytuje mnie jednak bliżej niezidentyfikowany dźwięk w tle, który brzmi, jakby ktoś nadawał alfabetem Morse’a.
14) Zagubieni – kawałek, którego rzadko słucham w domowym zaciszu, niemniej budujący niepowtarzalny klimat na koncertach. W wersji z orkiestrą równie dobry.
15) Eutanazja – gwóźdź programu każdego koncertu Totentanz. Wersja z „Live” jest znaaacznie lepsza niż oryginał, od wokalu począwszy, na orkiestralnych dodatkach skończywszy.
16) Zawołać – wersja dość rozwleczona (bo w trakcie przedstawiani są wszyscy zaangażowani w przedsięwzięcie), ale nie można mieć im tego za złe, bo ogólnie też bije oryginał na głowę.
Żaden utwór nic nie stracił, wszystkie zyskały. Zyskały soczystość, energię, ładne instrumentalne dopełnienie. A i muszę wspomnieć, że wokal (czy raczej sposób jego używania) Rafała wydaje mi się lepszy, dojrzalszy niż na płytach studyjnych. Fajnym dodatkiem była też gitara akustyczna w dłoniach Piotra Wojtanowskiego. Szkoda tylko, że chórek w większości utworów jest praktycznie nie do wychwycenia, a kontrabas nie jest ciut mocniejszy. Tak czy inaczej podejrzewam, że z powodu „Live” wersje oryginalne będą gościć znacznie rzadziej w moich głośnikach.
Co do warstwy wizualnej płyty DVD mogę powiedzieć właściwie tylko jedną rzecz. Ogólnie jest bardzo fajnie, ładnie, kolorowo, ale publiczności jest stanowczo ZA MAŁO. A zwłaszcza już mnie, co jest niewybaczalnym błędem montażysty/operatorów kamer.
Szkoda, że na DVD nie znalazły się żadne bonusy w postaci jakichś wywiadów, making-of czy nawet dwóch teledysków z pierwszej płyty (bo dostępne są one tylko w dość kiepskiej jakości na singlu „Nieból”). Opcje są ubogie jak Zimbabwe, możemy wybrać tylko, czy wolimy dźwięk 2.0 czy 5.1. tudzież „skakać” do woli między utworami.
Podsumowując – „Live” to świetne wydawnictwo, przy czym raczej dla fanów Totenów, bo antyfanów na pewno do zespołu nie przekona. Osobiście jestem w pełni
usytasy...sfakcjonowany. Aż tak, że stworzyłem artykuł na
Wikipedii.
PS. Będzie tu kilka peesów, bo tytuł wyraźnie wspomina o „jakichś tam innych sprawach”.
PS2. Idą święta. Niby fajnie, dużo wolnego czasu, niemniej lejąca się zewsząd komercja w sosie słodko-słodkim powoduje u mnie mentalne odruchy wymiotne. Wolę ferie zimowe, na szczęście będą już niedługo.
PS3. Wiem, że o kimś obiecałem wspomnieć w moim dzienniku. Nie pamiętam jednak o kim, zatem serdecznie pozdrawiam Biedronkę, Kacpra-Kica i
Gucia (
Guciu pogrubiony, bo to o niego chodziło, jak się potem okazało), bo to chyba komuś z nich to obiecałem. Raczej na pewno nie obiecałem tego Arowi i Nemo, ale ich też serdecznie pozdrawiam. I Ciebie czytelniku/czytelniczko też, jak mnie spotkasz, możesz mi postawić piwo czy dwa.
PS4. Oglądałem megakomercyjny „Mam talent!” na megakomercyjnym TeVałEnie, wiecie? Wszyscy co fajniejsi uczestnicy odpadli, zwłaszcza szkoda pani sprzedawczyni ze sklepu metalowego (takiego z śrubkami itp.), co lubi sobie
AC/DC czy
Janis Joplin pośpiewać. I robi to naprawdę dobrze, co widać
TUTAJ. Wygrał facet z akordeonem, świetny w tym temacie, lecz to nie moje klimaty.
PS5. Net mi się pieprzy i to zdrowo. Niestety, w wyniku tego pieprzenia wcale nie rozmnaża się mój transfer, a dzieje się wręcz odwrotnie. W chwili, gdy piszę te słowa, nie mogę się połączyć, zaś dnia następnego ma przyjechać (już drugi raz...) pan technik z telekomuny. Ciekawe, co też wymyśli. „Modem jest zepsuty, wymiana pomoże.” A gówno pomogła, panie techniku.
PS6. Na żądanie Biedronki - wejściówki było zdobyć trudno jak cholera, musieliśmy słuchać audycji o świętych i Biblii; postanowiliśmy nic nie pić przed premierą, a na samej premierze było za darmo wino, lecz nie w naszym guście; Biedronka wygląda w jednym momencie DVD jak MATOŁ z wyciągniętymi łapami, w każdym razie ona tak twierdzi, ja chyba tego nie wyłapałem. I nie lubimy fotoreportera-zboczeńca, co wszystkich wpienia i wtyka pannom obiektyw między piersi.