• Bombel Music Ałaaaa rdż 2008:)

    2 Ene 2009, 0:02 de Bombel_wilk

    Podobnie jak w roku poprzednim postanowiłem dokonać muzycznego podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy. Po co to robię? Bo tak!

    Tyle tytułem wstępu. Jedziem:



    (S)hitowa Płyta Roku:

    Kolejność przypadkowa

    Farben LehreSnukraina
    Po co? Na co? Dlaczego? Takie pytania cisnęły się do głowy w momencie w którym dowiedziałem się o wydaniu tej płyty. Dodatkowo żałosna okładka.

    ShaggyIntoxication
    To nie ten sam Shaggy co dawniej. Płyta strasznie wtórna i miałka.

    GossipRework it
    Strasznie nie leży mi ta płyta. Nie mogę jej słuchać.

    Iowa Super Soccer - We Lost The Skyline
    Nuda. Nic mnie nie zainteresowało w tym albumie.

    Miss KittinBatbox
    Straciłem czas w zagłębianie się w muzykę Miss Kittin i nikt mi go już nie odda.

    Sigur Ros - Med Sud I Eyrum Vid Spilum
    Przerost formy nad treścią.

    MarikaPlenty
    Samozwańczej królowej dancehalla debiutancki album kończy się na jednej, znanej od dwóch lat piosence.

    Chemical BrothersBrotherhood
    Zastanawiałem się czy w ogóle umieszczać w tym zestawieniu płytę best of. Stwierdziłem, że warto odnotować, że taka była. Niestety to nic świeżego więc stąd obecność tej płyty właśnie tu.

    MetallicaDeath Magnetic
    Strasznie wtórna Metallica. Jakbym słyszał wiele starszych utworów zmiksowanych w kilka nowych.


    Silver RocketTesla
    Kolejna mega nudna płyta

    NatuMaupka Comes Here
    Natu jest nijaka. Nie lubię nijakich artystek i nijakich ich piosenek.

    Maria PeszekMaria Awaria
    Nad czym tu się zachwycać? Płyta słaba i prymitywna.

    Mogwai - The Hawk Is Bowling
    Płyta dobra do jednego przesłuchania.

    Grupa OperacyjnaStan Wyjątkowy
    Po pierwszych dwóch piosenkach płyta dobrze się zapowiadała, ale jak się okazało” dobre złego początki.

    AkuratOPTYMISTYKA
    Nowy wokalista – nowy akurat. W tym wypadku nowy nie znaczy lepszy.

    Katarzyna NosowskaOsiecka
    N/O dla śpiewania gotowców.

    EastWest RockersJedyna broń
    Prosto Label, stosowanie auto-tune’ów, za dużo o jaraniu. Zdecydowane nie dla tego albumu.

    nefrePatrz
    Druga płyta zespołu w ciągu dwóch lat. Druga ich płyta która nie wnosi nic nowego.

    ŻywiołakNowa Ex-Tradycja
    Taka se ta płyta. Liczyłem na więcej.

    Strachy Na LachyZakazane Piosenki
    Po prostu słaba płyta.

    PustkiKoniec Kryzysu
    Dobra płyta, która mi nie siadła.

    UNKLE - End Titles... Stories For Film
    Słuchając tego albumu przypomina mi się słaby koncert zespołu na Pohodze.

    DuffyRockferry
    Zachwyt mediów trochę przesadzony. Poprawna płyta.

    Trebunie Tutki & Twinkle BrothersPieśni Chwały
    Nie udało się powtórzyć czegoś tak nie powtarzalnego jak pierwszy ich wspólny album. Szkoda.

    wet fingersWet Fingers
    Zwyczajnie i nie intrygujące wydawnictwo.

    OffspringRise And Fall, Rage And Grace
    Dobrze, że wrócili, szkoda, że w słabym stylu.

    Kapela ze wsi WarszawaWYMIXOWANIE
    Ciekawie zmiksowane znane już piosenki

    Dick4DickGrey Album
    Płyta ma jedynie momenty.

    Tomasz BudzyńskiLuna
    Lubię Budzyńskiego ale....



    Kozacka Płyta Roku:


    61 płyt na które warto zwrócić uwagę.. Tym razem kolejność ma znaczenie


    60. ManchesterManchester
    Niezły początek zespołu. Gdyby to była druga płyta pewnie by się tu nie znalazła.

    59. StereolabChemical Chords
    Równy i utrzymany na niezłym poziomie album.

    58. British Sea PowerDo You Like Rock Music?
    Ciekawy album. Nawet bardzo.

    57. Asian Dub Fundation – [albumartist=Asian Dub Fundation]Punkara[/album]
    Dobry album lecz zupełnie nie proporcjonalny do czasu w którym trzeba było na niego czekać.

    56. Lipnicka & PorterGoodbye
    Płyta ma niezły klimat i dobrze się przy niej zasypia.

    55.L.StadtL.Stadt
    Płyta miała swój czas. Był on zbyt krótki aby płyta znalazła się wyżej w zestawieniu.

    54. 2TM2,3Dementi
    Ciekawe brzmienie ładnie zapakowanej płyty.

    53. ComaHipertrofia
    Płyta znalazła się tu za eksperymenty no i trochę z sentymentu.

    52. Voo VooSamo Voo Voo
    Nigdy nie szalałem za Voo Voo, lecz ta płyta jest nieco inna niż poprzednie. Dlatego się tutaj znalazła.

    51. Erykah BaduNew Amerykah: Part One (4th World War)
    Spokojnie w stylu Eryki i tyle.

    50. Loco StarHerbs
    Debiutancka płyta zapowiadająca ciekawe zjawisko polskiej sceny alternatywnej.

    49. Cool Kids of DeathAfterparty
    Płyta jako całość jest słaba, ale ma naprawdę niezłe momenty.

    48. ClinicDo It
    Sympatia do Clinic objawia się po raz kolejny. Dobry album, chociaż taki sam jak poprzedni.

    47. MobyLast Night
    Nowy album utrzymany na poziomie, chociaż nie słychać tej łatwości tworzenia jak choćby na poprzednim LP.

    46. Pat MethenyDay Trip
    Miła płyta nad którą warto się pochylić

    45. Homo TwistMatematyk
    Coraz mniej lubię Maleńczuka, coraz bardziej lubię Homo Twist.

    44. KillsMidnight Boom
    Ciekawe brzmienie dobrze wyprodukowanej płyty.

    43. MiloopaUnicode
    Długo przeze mnie oczekiwany, drugi album – dobry równy, niestety nie tak rewelacyjny jak bym sobie tego życzył.

    42. Pink FreudAlchemia
    Płyta live z niesamowitym klimatem krakowskiej Alchemii.

    41. MesajahLudzie Prości
    Dobrze mi się tego słuchało wbrew temu co czytałem na temat albumu.

    40. JamalUrban Discotheque
    Płyta znalazła się tutaj tylko dlatego, że Jamal fajnie eksperymentuje. Warstwa liryczna pozostawia dużo do życzenia.

    39. KazikSilny Kazik od Wezwaniem
    Dobry album Kazimierza. Jak to powiedział Putin: „Taki do wódki”

    38. RentonTake Off
    Fajna płyta z pozytywnym wokalem.

    37. VerveForth
    Dobrze, że wrócili. Dobrze, że w niezłym stabilnym stylu.

    36. AbradabOstatni Poziom Kontroli
    Naprawdę dobry album, ale były lepsze.

    35. Cure4:13 dream
    W odróżnieniu od fanów, jest to pierwszy album zespołu który mi się podoba.

    34. Nigel Kennedy Quartet - A Very Nice Album
    Nic dodać, nic ująć. Jaki tytuł taki album.

    33. Coldplay - Viva La Vida Or Death And All His
    Świetna płyta. Dlaczego tak nisko? Przez plagiat tytułowej piosenki.

    32. Café Fogg
    Mietek Fogg wiecznie żywy!

    31. Mateo Pospieszalski ProjectEmpe 3
    Album który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

    30. Contemporary Noise Quartet – Thetre Play Music
    Muzyka ze spektaklu. To łagodniejsze oblicze zespołu.

    29. SantogoldSantogold
    Styl M.I.A. w lepszym wydaniu niż pierwowzór.

    28. TeddybearsSoft Machine
    Praktycznie nie zauważona płyta w Polsce. Dobry kawał nowoczesnego rocka.

    27. Beck -Modern Guilt
    Beck ciągle w najlepszej formie.

    26. KillersDay & Age
    Dobry album, którego należy posłuchać.

    25. Łona i WebberInsert
    Jak zawsze mądrze i z polotem. 25 dla epki to prawie tak jak 5 dla albumu.

    24. PortisheadThird
    Bardzo długo oczekiwany przez wszystkich album, który mnie osobiście zadowala.

    23. Oasis - Dig Out Your Soul
    Patrząc na ostatnie lata z historii Oasis, należy stwierdzić, że ten album jest aż dobry.

    22. The Streets - Everthing Is Borrowed
    Bardzo popowy, album formacji, którą darzę wielką sympatią. Niestety brakło mi siły charakteru aby obiektywnie ocenić ten album. Płyta powinna być wymieniona dużo wcześniej.

    21. MetroHands In Motion
    Genialność producenta! Namiastka ameryki w polskim hip hopie.

    20. Kaiser ChiefsOff With Their Hades
    Rewelacyjny album energetycznej grupy. Pozycja obowiązkowa dla fanów brit-rocka i indie.

    19. The KooksKonk
    Jeden z najbardziej pozytywnie zaskakujących albumów minionego roku. Świetne dwupłytowe wydawnictwo.

    18. Czesław ŚpiewaDebiut
    Płyta wokalisty Tesco Value, która z początku strasznie mi nie leżała. Po jego koncercie w pełni się przekonałem do tego albumu.

    17. FoalsAntidotes
    Można powiedzieć, że płytę odkryłem rzutem na taśmę. Rewelacja! Mega energia.

    16. Tworzywo SztuczneHeavi Metal
    Świetne bity i podkłady nie wystarczą aby być wyżej. Fisz lirycznie trochę położył tą płytę.

    15. O.S.T.RJa Tu Tylko Sprzątam
    Świetna płyta! Jak zawsze Ostry stanął na wysokości zadania!

    14. OszibarackPLIM PLUM PLAM
    To jedna z tych płyt, które dorwało się przypadkiem a potem długo się z nią nie rozstawało.

    13. Waglewski Fisz EmdadeMęska Muzyka
    Rodzinna rewelacja. Gdyby ta płyta wyszła w 2007 roku była by dużo wyżej w zestawieniu. W tym roku muzyczna konkurencja jest silniejsza.

    12. EldoNie pytaj o nią
    Przesłuchałem tą płytę „z głupa”. Nie żałuję bo to kawał dobrego i przemyślanego hip hopu.

    11. GoldfrappSeventh Tree
    W przeciwieństwie do wielu uważam, że to ajlepsza płyta Alison

    10. DeVotchKaA Mad And Faithful Telling
    Odkryłem ten zespół poprzez zastąpienie Beirutu na openerowej scenie world. Kapitalny zespół tworzący niesamowite dźwięki.

    9. Lao CheGospel
    Najsłabsza płyta zespołu co nie znaczy, że utwory na niej są słabe. Świetnie się sprawdzają na koncertach i zawsze brzmią inaczej.

    8. The WombatsProudly Present… A Guide To Love, Loss & Desperation
    Zespół, który przed wydaniem debiutanckiej płyty robił niesamowite rzeczy, teraz zrobił niesamowity album.

    7. AyoGravity At Last
    Zupełnie nie zauważona płyta w Polsce. Rewelacja! Dużo lepsza niż debiut artystki.

    6. Afro Kolektyw – Połącz Kropki
    Album który zjawił się znienacka. Kapitalny, stały styl który zasługuje na najwyższą ocenę.

    5. Masala – Cały Ten Świat
    Wymieszanie stylów w klimacie indyjskim. Niesamowity materiał.

    4. Dan Le Sac vs Scroobius PipAngels
    Największe odkrycie tego roku. Angielski hip hop w zupełnie innym wydaniu.

    3. Contemporary Noise Sextet– Unaffected Thought Flow
    Tym razem bardziej hard corowe oblicze zespołu. Same plusy!

    2,5 Blood Red Shoes - Box of Secrets
    Na śmierć zapomniałem o tym GENIALNYM albumie! Gratka dla fanów White Stripes! Pozycja obowiązkowa!

    2. RaconteursConsolers Of The Lonely
    Stare piece lampowe. Styl starego rock n’ rolla wymieszanego z klimatem White Stripes i dużo więcej.

    1. L.U.CPlanet LUC
    Nie wiem czy jest potrzebne jakiekolwiek uzasadnienie. Pierwsze w Polsce multimedialne wydawnictwo pozostawiające wszystkie inne wydawnictwa daleko w tyle. Rozbudowane instrumentarium w podkładach, ale również dużo elektroniki, świetni goście, film rozwalający na łopatki i piękna książka. Wystarczy?



    Najsłabszy Festiwalowy/Plenerowy Koncert Roku:


    -5. Maria Peszek na Dniach Krakowa
    Jakieś nieporozumienie, generalnie jak cała organizacja imprezy.

    -4. Natu na Heineken Ope'er Festival w Gdyni
    To było straszne. Mogłem wtedy widzieć Editors.

    -3.Izrael na Off Festival w Mysłowicach
    Parafrazując pewnego artystę: „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”

    -2. Lady Saw na Pohoda Festival w Trencinie
    Straszne! Dodatkowo problemy z zasilaniem sceny.

    -1. Sean Poul na Coke Live Festival w Krakowie
    Przykre widowisko.

    -00. Timbaland na Coke Live Festival w Krakowie
    Chałtura roku! Bez komentarza



    Najlepszy Festiwalowy/Plenerowy Koncert Rocku:


    6. Czesław Śpiewa na Dachu Okrąglaka na krakowskim Kazimierzu
    Super klimat miejsca i dodatkowe efekty „wiatrowe”.

    5. Możdzer Danielsson Fresco na Dniach Krakowa
    Mimo strasznej organizacji imprezy masowej, bardzo pozytywny koncert który będę ciepło wspominał.

    4. Kaiser Chiefs na Coke Live Festival w Krakowie
    Gdyby nie ten koncert musiałbym stwierdzić, że udział w imprezie był od samego początku do samego końca chybionym pomysłem.

    3. Blood Red Shoes na Pohoda Festival w Trencinie
    Super zespół dający chyba większą energię niż The White Stripes.

    2. The Streets na Pohoda Festival w Trencinie
    Fenomenalny koncert. Nawet słaba reakcja publiki nie przeszkodziła w świetnej zabawie.

    1. The Raconteurs na Heineken Ope'er Festival w Gdyni
    Jack White mówi po polsku, zespół świetnie brzmi, ja dostaje prawie zawału z emocji i później długo nie mogę się pozbierać!


    Najgorszy Koncert Klubowy (nie oceniam supportów):


    Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne w Żaczku
    Prawie półtoragodzinne spóźnienie i dziwna publika.


    Najlepszy Koncert Klubowy:


    Waglewski Fisz Emade w klubie Rotunda
    Super koncert, aż przechodziły po mnie ciary.


    Najlepszy Polski Teledysk:


    4. Dick4DickAnother dick


    3. Zakopower - Galop


    2. Bajzel - Window


    1. O.S.T.R - Jak nie Ty to kto?




    To by było na tyle. Czekam na komentarze odnośnie tego co pominąłem oraz waszych opinii dotyczących mojego zestawienia.
  • Koncertowy Rok 2008

    27 Dic 2008, 20:21 de Bombel_wilk

    www.pozatym.pl
    Grudzień to czas podsumowań. Ja również zaczynam podsumowywać. Zaczynam od spisu artystów jakich miałem (czasem wątpliwą) przyjemność oglądać.

    Pudelsi na Finał WOŚP w Krakowie
    Waglewski Fisz Emade w klubie Rotunda
    H-Blockx na Maj Party
    Grzegorz Turnau na Dniach Krakowa
    Maria Peszek na Dniach Krakowa
    Homo Twist na Dniach Krakowa
    Tomasz Stańko na Dniach Krakowa
    Możdzer Danielsson Fresco na Dniach Krakowa
    Tymon & The Transistors] na Dniach Krakowa
    Jamiroquai na Wiankach
    Smolik na Wiankach
    June na Wiankach
    Smolik na Wiankach
    Novika na Wiankach
    Bisquit na Wiankach
    Mosqitoo na Wiankach
    Loco Star na Wiankach
    Massive Attack na Openerze
    Interpol na Openerze
    The Chemical Brothers na Openerze
    Goldfrapp na Openerze
    The Raconteurs na Openerze
    Gentleman na Openerze
    Fujiya & Miyagi na Openerze
    Lao Che na Openerze
    Cool Kids of Death na Openerze
    Masala Soundsystem na Openerze
    Hatifnats na Openerze
    Mitch & Mitch na Openerze
    Bajzel na Openerze
    Biff na Openerze
    Natu na Openerze
    Fatboy Slim na Pohodzie
    Editors na Pohodzie
    The Streets na Pohodzie
    UNKLE na Pohodzie
    The Subways na Pohodzie
    The crips na Pohodzie
    Audio Bullys na Pohodzie
    Blood Red Shoes na Pohodzie
    Lady Saw na Pohodzie
    Polemic na Pohodzie
    Puding Pani Elvisovej na Pohodzie
    The Tigerpicks na Pohodzie
    Kapela ze wsi Warszawa na Rozstajach
    Lao Che na Woodstocku
    Waglewski Fisz Emade na Woodstocku
    DAAB na Woodstocku
    Świetliki na Woodstocku
    Mogwai na Offie
    of Montreal na Offie
    British Sea Power na Offie
    Clinic na Offie
    Izrael na Offie
    Lao Che na Offie
    James Chance & The Contortions na Offie
    Dick4Dick na Offie
    Czesław Śpiewa na Offie
    Waglewski Fisz Emade na Offie
    Kawałek Kulki na Offie
    Afro Kolektyw na Offie
    L.U.C & Rah na Offie
    Lutosphere na Offie
    Budyń i Sprawcy Rzepaku na Offie
    Kaiser Chiefs na Live Festynie
    The Prodigy na Live Festynie
    Timbaland na Live Festynie
    Sean Paul na Live Festynie
    Indios Bravos na Live Festynie
    The Car Is on Fire na Live Festynie
    Marika na Live Festynie
    Apple Tree na Live Festynie
    Czesław Śpiewa na dachu
    Contemporary Noise Quintet lub jak kto woliContemporary Noise Sextet w klubie Re
    Fisz Emade jako Tworzywo Sztuczne w Żaczku
    Afro Kolektyw w Żaczku
    Furia Futrzaków w Żaczku
    Bright Side Quartet w różnych klubach i w kornecie ( w sumie 4 razy)

    Powyższą listę zrobiłem dla siebie co by za kilka lat sobie łatwo powspominać. Jeżeli ktoś uważa to za lans to niech ssie bombille!:)
  • Foto + report: Pohoda 2008

    5 Ago 2008, 19:06 de alian

    Fri 18 Jul – Bažant Pohoda 2008

    Photos and report from this action on alian.info
  • #07 Pohoda Festival 2008, den druhý /CZ

    26 Jul 2008, 15:30 de mojelastfm

    Pohoda Festival 2008, den druhý

    Modré Hory
    "Modré hory, dobré hory."
    Jaké bylo příjemné překvapení zastihnout na 3.stage Peťo Tázka - jako součást dalšího projektu Modré hory. Kromě PT byl na pódiu i Lyrik-H a další člen obstarával pouštění smyček a živé dechy (!). To mě fakt dostávalo, jen tomu docela ubíralo strašné nazvučení (tzv. 'do očí/uší bijící'). Byla to ohlušující koule v níž jsem jen těžko odposlouchával texty a melodie dechových sól. Ale i tak mi přišlo, že Modré hory nemají tak depresivní texty, alespoň v porovnání s 'a capella' verzí barové "nevim jak se menuje, ale znáte z koncertů" (snad novější než album VP84).


    The Prostitutes
    Jako jedni z mála 'nedokázali' odehrát celou hodinu a navíc se dělali zajímavými (=přídávali), ale i to lze pochopit, když to prý byl jejich první koncert na Slovensku (nebo snad jen na Pohodě?). Jak už delší dobu činí, tak i na pohodě dali pár nových věcí a to hlavně v závěru setu. Navíc na nich moc lidí nebylo (což mi ale přišlo téměř na každém koncertě vyjma Fatboye), což vzhledem k účasti Editors téhož dne překvapí, ja bych čekal, že budou hrát před nima..

    The Cribs
    Další z nekonečné řady bezduchých kytarovek. Hlavně 'aby se na to pařilo', ale nic víc. A navíc na začátku s debilně nazvučenou kytarou, ale ono to vlastně bylo jedno..

    Blood Red Shoes
    RBS nepovažuju za bezduchou kytarovku, to jen aby bylo jasno. Baví mě a navíc se mi neoposlouchali až tak rychle.
    Naživo začli, vzhledem k tomu málu co maj na pódiu, s notným zpožděním (dle mě jen proto aby skončili v plánovanou celou a víc než 45 min. program nemaj). Když sem však uviděl Lauru-Mary Carter, tak sem jim vše odpustil, dyť jí to seklo ještě víc než na promo fotkách!
    Takže White Stripes v obráceným gardu? Ano i ne. Nejsou tak garážový (ale to WS teď už taky ne), snad maj i kapku komplikovanější rytmy (že jo Meg), ale hlavně mě naživo bavili skoro tak moc jako zmínění Detroiťani. Sekali za sebou jednu od druhý a odehráli nejspíš celý album a snad i ňáký béčka a šmitec. Laura-Mary sice měla značnou trému (skoro se bála kouknout do lidí), takže skoro promluvila, ale to se dá prominout. Koncert promluvil jasnou řečí. Nádhera a teď rychle na Editors.


    Editors
    Takže jestli je nesetřela ani Apačka (Melt), tak jak bych moh já? Víceméně to s nima mam podobně jako ona, jen jsem mírnější.. Alba sem si snad i oblíbil, ale zdaleka nepatří mezi ty ke kterým se vracim.
    Koncert byl spíš poklidnější než pařící což ve světle předešlých kytarovek na který se pařilo hodně, ale byli to úplný blbosti, je vlastně kladné hodnocení. Ale i tak sem se o to pokusil, jen mi odměnou byli (min.) nepříjemné pohledy lidí co se přišli podívat co nejblíž na svoje idoly. O ňákým prostoru pro kotel očividně neměli vůbec páru. A to ani "I'm so glad I've found this" (Munich) nezabralo. Závěr koncertu byl supr, ta kapela ale má feeling, hlavně teda těma pár hitama jo. Jen škoda, že nepřidali, protože zájem ze strany publika byl fakt velkej. Kaščák byl v nezáviděný pozici a ani "je to rozhodnutí kapely" nepomohlo..

    Joan Baez
    Starší dáma s kytarou a mladší kapelou, to mi připomnělo loňskou Marianne Faithfull, ale ta neměla tu kytaru. Jak v programu slíbila, tak hrála staré, nové a pak 'to mezi tím', což nedokážu posoudit, protože od ní znám velký kulový. Hudebně procházela od písničkového blues do kántry a pak třeba pro změnu kántry. Musím uznat, že sem to poslouchal s velkým zaujetím, naživo fakt supr, ale neumím si představit, že bych si ji pustil doma, to by mi to asi přišlo monotónní. Každopádně odchod po půl hoďce kvůli gáblíku a Audio Bullys byl nemilosrdný, škoda.

    Audio Bullys
    Totální nářez! Úžasné a strhující - dávali jednu pecku od druhé. Stačila jim k tomu strohá sestava DJ+MC+bubeník po čase doplněná i kytaristou - a to jen aby vyvrátili moje tvrzení "vůbec nevim co od nich naživo čekat, ale určitě nečekejte žádnou zasranou kytarovku, to vim jistě", protože jinak kromě jednoho momentu byl úplně k ničemu. Víceméně i bubeník tam mlátil do spíš symbolických škopků ten strohej (a úžasnej) rytmus, kterej by si mohli nechat patentovat..
    Když sem po asi 15 min. uslyšel tu známou melodii podpořenou chuligánským "We Don't Care, What you say", tak sem myslel, že se rozeskočim. Krása, pure madness. Ale celej trval asi 1,5 min., protože ihned přešla do dalšího tracku. No aspoň sem na ní nemusel 'čekat' dlouho a užil si jí pěkně z vostra. Vůbec celej začátek byl hodně z Ego War, což bylo kurva dobře. Ale jasnej vrchol přišel s přiblblou Nancy Sinatrovským remixem Bang Bang (My Baby Shot Me Down), která naživo zněla fakt jak cover a ne jak (nepřiznanej) remix. A čim to? Vcelku jednoduše - co šlo naživo, tak tak i bylo, tzn. jak úvodní kytarová melodie (uááh), tak i úvodní recitace "I was five and he was six" s drsným 'bang bang' (který sem si už dávno překřtil na 'gang bang', hehe) a to v podání MC-ho! To nebylo ani na živáku z Dublinu 2005 co znám. Já myslel, že padnu na prdel.
    Intermezzo---
    Hned po koncertě mě napadlo, že tohle bylo to co mi u UNKLE scházelo, radši písničky přearanžovat a přezpívat jinak, než je útlocitně ponechávat v albové verzi s neživým vokálem.
    ---konec intermezza
    No a samozřejmě, že ten přechod, ten zlom do tucky přišel stejně nečekaně jako na albu, ale to jsme čekali a v tu ránu byli všichni ve vzduchu a freneticky se zmítali a skákali (a přitom takovej tupej beat!). Konečně koncert, kde si člověk nepřišel jak v kostele. A přitom jak málo stačí. Proč jen nepřijeli už v roce 2003?


    Lou Rhodes
    Euforie z koncertu AB byla tak velká, že dokonce dokázala vytěsnit z paměti i přítomnost Miss Kitin na 3. stage, takže sem s véčou (konečně) dorazili co nejblíže stage kde básnila Lou Rhodes. Avšak Lou byla tak poklidná (a to měla i spešl kapelu), že sem mezi sousty zmohl jen na průpovídku "tu znám", když k nám náhodou přiletěla nějaká melodie. Bohužel víc nic, škoda.

    The Streets
    Díky zdlouhavé véče sme nestihli ani začátek Streets, ale díky tomu, že sem měl Mika Skinnera jako opáčko, tak sem to výjimečně nehrotil.
    První co bylo, bylo překvapení, že neni tak narváno jako na Fatboy Slim. To teda ani zdaleka ne. Takže, fakt tu nejsou až tak profláklý jak sem čekal. No nic, nevermind.
    Prodral jsem se dopředu a začal si užívat co sem promeškal. Přišlo mi, že to sem byl asi jedinej, kotel nebyl vůbec a lidi studený jak psí čumák. Takže vlastně přišlo vhod, že Mike zkoušel to co na Roskilde, protože jinak by ty lidi snad tak i zůstali. Takže "pokleknout a obejmout neznámýho člověka vedle sebe". Hádejte co udělá čechoslovák? Jasně, poklekne a začne cucat tu sekretářku po svým boku, nebo případně zůstane stát a všechno si fotí.. Tohodle sem součástí? Cywe, to mi p**** záda, to je jak z ňákýho absurdního snu! Koncentrace lidí nebyla zdaleka jako na Rosk (člověk klečel na někom jiným), ale přesto se našli dva chytráci co nevyskočili včas, takže sem je pak musel zvedat. Navíc Mike vypadal nějak moc střízlivej (asi měl v šatně taky Bažanta), takže měl pod kontrolou čas a chtěl stihnout všechno, protože dostal přidělenou jen hoďku. Přesto paradoxně hrály spíš samý pomalý, takže už ani nevim jestli sem zaslech moje oblíbený "don't judge me, don't judge me". Lidi na pytel, ale jestli ne dřív, tak při budysurfu určitě, si lidi získal. Mike proběhl mezi klečícíma lidma až ke zvukaři a odsud se vez po lidských rukou dopředu. Hudebně úžasný zážitek, snad i proto, že pro Streets mam slabost, jen ty lidi mi to ňák kazili.
    Shrnutí: tak i tak byl koncert moc moc pěknej, jen mam to srovnání s Rosk, kde mi přišlo, že byli o třídu vejš.


    Pendulum
    Co by to bylo za fesťák, když by nekončil diskoškou? Ve vedlejším stanu už to rozjížděli Pendulum, tak sme do toho rozjetého vlaku přiskočili a .. dobrý, drumík's not death nebo jak se to říká.
    Druhé album In Silico je úplná blbost, ty vokály a nasládlé hlásky tam akorát překáží, ale proti gustu.. já když už, tak zůstanu u debutu. Takže když pustili něco z křemíku, tak jako by mě polili pivem (nebo v jejich případě spíš limonádou), ale s postupem času a ztrátou funkčnosti řady smyslů mi to začínalo být víc a víc jedno. Takže vlastně diskoška oka, ale na závěr Rosk to zdaleka nemělo, kde to po vynikajících Hot Chip neuvěřitelně rozjeli Digitalism...

    ================================

    A to bylo milé děti vše! Pohoda byla v pohodě, potvrdila pověst jediného smysluplného popového fesťáku v Československu, ale na evropskej průměr přecijen ještě nesahá (což ostatně ani nechce).

    + dostatek cizích kapel (a zároveň nejsou vyčpělé)
    + útulné prostředí, kdy se funkčně využil prostor letiště
    + jen jedna kontrola, což přiznalo chabost argumentu jiných fesťáků zákazu vstupu prakticky s čímkoliv (o prachy jde až v první řadě)
    + ceny
    + pořádek
    + dodržování lineupu
    + hodinové pauzy mezi kapelama => koncerty dobře nazvučené a nepůsobí to hekticky

    - absence pánských záchodů (tzv. 'raketky')
    - absence vody u záchodů (aspoň užitkové!)
    - soustředění záchodů jen na pár míst o velkém množství, což je pro návštěvníka nepraktické
    - malý výběr jídel
    - otrávení lidé ze zázemí festivalu (šatna, vlez.. obecně asi CS problém)
    - kritický stav u koryt s vodou, které tekly a zároveň nebyly v okolí palety pro snazší přístup. O tom jsem si vždycky myslel, že je povinné. A taky ten systém páčky u vody byl dost nehygienický a nebyl ani úsporný, protože se často 'zaseknul' a voda tekla dál..

    Tak co, uvidíme se příště?
  • #06 Pohoda Festival 2008, den první /CZ

    26 Jul 2008, 12:19 de mojelastfm

    Pohoda Festival 2008, den první

    Karpatské chrbáty
    Lze o KC říct, že jsou trapní? Možná jsou na hraně, ale drží se jí zuby nehty. Nekonvenční image kapely, slovensky uhozené texty a jednoduchá rytmika. Leckdo je může milovat, stejně tak i nenávidět, ale i přes tu všechnu snahu budou většině ukradení. Já si při nich příjemně odpočal (ale od čeho?). V závěru došlo i na hostovačku "13 batalión minerála Jobusa" složený ze samých, lehce netypických, dechů, ale že by mě to nějak pobavilo, se teda říct nedá..


    Sto múch
    Na ně jsem se těšil trošku víc než na KC a to nejen kvůli tomu, že nemají texty o práci (!), ale spíš příjemně banální o lásce (sick). Samozřejmě 'vtipné', dyť je to slovenská kapela. Navíc mají dvě zpěvačky, takže je i na co se koukat. Příjemné to bylo, ale ani mě to nedonutilo se zvednout..

    Pražský Výběr II
    Má vůbec smysl plejtvat slovy na tuhle 'kapelu'? Ne, nemá, je to totální kravina, takže u ní lze cítit jen znechucení a trapnost. Dál.

    The Subways
    Už z All or Nothing mi přišli jako úplně zbyteční, ale teprve naživo sem musel uznat, že je to totální blbost. Víc jak 15 až 20 min. opravdu nešlo vydržet, to zavánělo masochismem. Já si pořád říkal "to neni možný, aby byli tak strašní, to se přeci musí zlepšit!". Jak moc byli Subways blbý dobře poukázala kvanta teenagerů co si přišla zaskákat. A ani s časem se to nezlepšilo, pořád nudnější kytara za druhou, o base ani nemá smysl mluvit, protože ta zněla jak zadrhnutá, pořád to samé.. Zoufalost, kterou neomlouvá ani krátká doba fungování kapely, snad jen nedostatek soudnosti.

    IVA NOVA
    Něco jako ruské Brathanki, kdyby v kapele měli jen ženský a zjednodušili by strukturu písniček. Monotónní nuda. Pop world music. Dál.

    Tomáš Sloboda
    Po těch třech kapelách by víceméně bodlo cokoliv a nakonec taky jo. Sounds Like This zastupujou slovenskej britpop, trošku nekonvenční, ale ne zas tak moc, protože v půlce setu dali dvě ucouraný 'balady' (nebo jedna nekonečná?), které jako by veleli "jdi pro pivko". Zdaleka to nebylo špatný, ale vyhledávat je asi nebudu..

    Tinariwen
    Tinariwen byli loni na Szigetu a když sem poslouchal desky, tak mě tak nudili, že sem je ani nedoposlouchal (a na koncert sem nešel). Desky totiž zní jak ze sudu. Proto sem je letos vynechal a nechal se překvapit.
    A že koncert měl ale grády! Celej dobu jsem se příjemně kolébal a nechal jsem se uhranout nádhernými melodiemi. Tak tohle sem nezažil, snad jen loni na The Good, the Bad & the Queen, ale ti mě lehce štvali tou dokonalou interpretací desky, tou akademickou nudou. Fascinující a nádherné, možná i proto, že ty desky neznám. Navíc absence bicích (bubínek se nepočítá) příjemně ozvláštní a změní vyznění hudby, proč jen všechny kapely musí mít bicí? (odpověď: aby se měli na co a koho vymlouvat)
    To proplejtání melodií kytar (žádná přiblblost deseti kytar přes sebe toho samého ala Pearl Jam) skloubené s vokálem (a v případě vokalistek i takové to 'uauaua', které jste jako děti dělali po shlédnutí Vinetůa :)
    Africké blues, to na ně fakt sedne, ale jen když si představíte něco dokonalého (John Lee Hooker), něco moderního a krásně melodického (Vampire Weekend) a něco co vás vystřelí do oblak (Radiohead live; když se povede). JO!


    The Gossip
    Ten klip The Gossip co letos běžel ve Varech v bloku klipů (by Klusák) byl docela příznačnej. Jen zpěv s bicíma a do toho (taktéž) monotónní basa. Jediné co zbejvalo bylo zaměřit se na zpěvačku, nic jinýho zajímavýho nebylo, tím pádem i na její fyzickou podstatu. Na Pohodě to nebylo jinak, až na to, že ten basák byl kytaristou/klávesákem a basák byl ňákej bedňák co sem tam něco zašmrdlal (ne, taky to nestálo za řeč). Bubeník taky zrovna nebyl Mike Portnoy (ostatně souprava byla taková cestovní), spíš spadal do kategorie "je bicí, jak se na to hraje?" a pro jistotu hrál celej koncert to samý, aby to náhodou neposral.. Ale ňákým záhadným způsobem to docela fungovalo, žádná trapárna se nekonala, ikdyž působili jak studentská kapela, tak Beth Ditto dokázala hudbu povznést trochu vejš a s klidem na ni zapomenout. Takže vlastně palec nahoru, jen je trochu pochroumanej..
    p.s. ta ozvěna na hlavní stage (od záchodů a sprch) mě u Gossip obzvlášť nepříjemně rušila, u ostatních kapel mi to tak už nepřišlo..

    GOCOO
    Poslední z tria interpretů které mi loni/letos o vlásek unikli.
    GOCOO je sedm pěknejch bab (a pět míň zajímavých postav) a koncert odpálili mohutným basem (synchronní úder do všech bubnů). Ne, nebyla to ta osudná frekvence při níž neudržíte zažívání, ale asi to bylo o fous, protože koncert to byl k pohledání. Aspoň z předních řad se moc příjemně oddávalo té fascinující podívané (už sem zmínil, že mimo jiné to sou docela kočky?), umocňující melodické řezání stáda japonců do bubnů - když to někdo umí, tak může být melodické cokoliv, že Savage Republic a Nojbautni?
    p.s. když přestalo hrát z repráků (a schválně to nebylo), tak ty jejich přehnaná gesta působila obzvlášť vtipně, když jeli pořád dál a dál.. Naštěstí je bylo slyšet i tak!

    The Matthew Herbert Big Band
    Docela mě zarazilo, že MH měl až takovej big band (15 dechů), chvilkama to znělo jako bych se znova octnul ve Varech na Altmanovo New York, New York, jen kdyby ten blázen tak (zajímavě) neprznil hlas zpěvačce. Jindy to zase bylo celý jenom o něm, kdy o sobě dokázal vědět až neuvěřitelně násilně. A to intermezzo s roztrháním místních novin a vhození těch kousíčků do víru ventilátoru působilo velmi zajímavě a to snad i ve druhé rovině, kdy to symbolizovalo samotný přístup k hudbě - roztrhání a velmi příjemné složení do nových kontur. MH s big bandem určitě patří do kategorie 'must see', ale že by mě posadil na prdel, to zase ne, asi nejsem dost velkej masochista..


    UNKLE
    Po loňském velmi vydařeném koncíku na Szigetu byli pro mě UNKLE jednou z nejočekávanějších kapel Pohody. A na rovinu - výsledek předčil i ta očekávání.
    Loni jsem z dálky neregistroval obsazení, ale to letos nebyl problém, protože koncert byl v menším prostoru a s míň lidma (navíc od půlky koncertu začli lidi odcházet na sousedního Fatboye). Dle zvuku se přístup UNKLE nezměnil, byl tam nezbytný James Lavelle doplněný hostujícím Gavinem Clarkem, kytaristou/zpěvákem (Pablo Clements?), basákem, bubeníkem a klávesákem. Za mikrofon se stavěl nejen James a éterický Gavin, ale bylo slyšet i kytaristu. Gavinovi to zpívalo opravdu nádherně a když nezpíval, tak stál na kraji pódia a kochal se. Jó! Ostatní hostující vokalisti jeli z vinylu, ale takovejch písniček zas moc nebylo (napadá mě jedna z těch s Joshem). Z nového alba hrály jen jednu (Nocturnal) a na to, že vyšlo nedávno, tak jí lidi znali dobře.. Ach ten internet. Kostrou koncertu byli, jako loni, písničky hlavně z (výtečného) alba War Stories. Stejně asi jako ostatní skalní fanoušky (nebylo jich málo) mě UNKLE naprosto pohltili a cloumali se mnou co to šlo. Napomohla tomu i výživné nazvučení s adekvátní hlasitostí (takže žádné Roskildové 'bezpečnost především', fuck off!)..


    Fatboy Slim
    S čínou a pivkem v ruce (hehe, to je jak začátek písničky, třeba právě od Streets :) jsem obešel celej chumel lidí co nabobtnal do strany od pódia (až ke stánkům) a jal se vychytrale cpát z druhé strany. Dobře já! Povedlo se a plně najeden sem si začal užívat mixáže prej nejznámějšího (flanelovýho) DJ dneška. Popis je víceméně přesnej - žádný experimenty, progres či aspoň udávání trendů to nebylo ani zdaleka, jen vcelku konvenční set hodně známýho člověka. Ne že by to bylo dřív jinak, ale FBS je hlavně entertainer a až pak hudebník. V praxi to pak vypadá tak, že si rychle sesmolí to co poleze následujících 10 min. z repráků a pak do toho hecuje lidi, skáče, popíjí a kouří.. Nic proti, kdyby to ale bylo vyváženo zajímavostí setu. Z větší části FBS mixoval z dnešního pohledu archaicky, ikdyž s nejmodernějšími technologiemi, a to 'za sebe' a ne 'do sebe' (jako činí jiní dinosauři, např. Chems) což mi připadá jako kapku nostalgické.
    Z nějakého nepochopitelného důvodu si taky FBS oblíbil basovou pasáž z The Hardest Button to Button (The White Stripes, takže každému jistě došlo, že je to vlastně zkreslená kytara) a používal ji ve formě jinglu - tzn. oddělovala jednotlivé úseky setu. Ono vůbec dost se hrabal v archívech, kde našel takové skvosty jako Majkla Jackensonna do kterýho přimíchal páně Iggyho, který se na tom plátně (který mmj. taky nejspíš 'obsluhoval' FBS; nejspíš díky svému zázračnému SW) vůbec neobnažoval, tak nevim jestli to byl vůbec von, protože já ho mam v živý paměti trochu jinak..
    Každopádně nejvtipnější a nejzábavnějším momentem byli, kromě namixování (I Can't Get No) Satisfaction do funkovýho hávu, sekvence vytahování vinylů velmi významných kapel a jejich milníků, kdy se začlo The Beatles, pokračovalo The Smiths a přešlo přes 90ky do současnosti. Hlas přečetl "The Beatles?" a následovalo nekompromisní "Just a band!" a takle pořád dál. Člověk mohl jen tipovat na co všechno dojde, ale hlavně, co má být pointou? No nakonec pointou bylo vytáhnutí vinylu Fatboye a taktéž zaznělo "Fatboy Slim? Just a band!".
    Závěr setu měl okořenit ohňostroj, ale na to sem asi příliš velkej cynik, takže než vočumování mi přišlo smysluplnější se uložit ke spánku.. Prostě FBS je taková pouťová atrakce. Ale ať tak či tak je Fatboy velmi zdatnej DJ s vyhlášeným citem pro rytmus a snad i po technické stránce na tom není nejhůř, což ale v dnešní době lze opravdu těžko posoudit (stojí skloněnej za notebookem). Takže víceméně jakože dobrý, ale nebejt to Fatboy, tak tam zůstane pětina lidí (ne že by neodcházeli znechuceně i tak). Ta kopice starý hudby mě překvapila spíš negativně, nechodím na set poslouchat co znám a když už tak radši v neobvyklých souvislostech (nemyslím jen mashupy). Jo a prznit mi The Arcade Fire (No Cars Go) taky nemusel, na ty ať nešahá!
    p.s. před lety v nějakém rozhovoru FBS vyprávěl jak měl hrát na svatbě svého známého a byl velmi překvapen, že tam na něj nečekal gramec, ale CD přehrávač. Tehdy se tomu hrozně podivoval a dneska už se s ním taky netahá..
  • Moja Pohoda 2008

    23 Jul 2008, 18:52 de sparxxx1

    Fri 18 Jul – Bažant Pohoda 2008
    Tohtoročnú pohodu som výnimočne začal už na warmupe vo štvrtok. Neodradil nás ani celodenný dážď, ktorý však už po polhodinke po našom príchode ustal....odhodili sme pršiplášte a celkom slušne sme sa vytancovali na Caggyho party. Do budúceho roka by možno nebolo špatné začat pohodu nejakými 2 – 3 koncertmi už vo štvrtok večer a rozbehnúť party aj v tanečnom stane a O2.
    Piatok sme začali vo voľnom tempe na ešte voľnejšom dvojkoncerte recesistických Karpatských chrbátov a Trinásteho bataliónu. Tempo začalo stupňovať hneď na ďalšom koncerte....a celkom prekvapivo sa o to postarali českí Midi Lidi, ktorí ma zatiaľ nikdy nebrali..ani naživo ani na albume...ale zlepšili sa veľmi....pretancoval som celý koncert...po nich nasledoval presun na hlavný stage na prvého headlinera – Subways....ale pamatám si iba to, že to bola strašná pecka a že mi nejaký idiot rozbil hubu....ktorú mi následne zdravotníci nechceli zašiť....ale to mi nemohlo pokaziť pohodovú náladu...po Subways nasledoval pre mňa posledný nezáživný koncert – My toys like me...Po nich na hlavnom stage prekvapili svojou show Gossip...teda nielen hudbou ale aj speváčkynim zjavom a outfitom prekvapovali....na albumoch ma moc nebavili...nečakal som, že budú live až takí dobrí....Standing in the way of control na záver Rulezzzz....po nich sme stihli asi 25 minút našich The Uniques....chalani majú fakt talent...to čo som počul bolo perfektné...a na slovenské pomery vysoko nadpriemerné....už sa teším na celý koncert niekedy v klube...potom prišli Tigerpics...dievčence sa s tým podla predpokladov nepaprali a bez problémov roztancovali celý stan..ostatné skupiny nech si berú príiklad v hádzaní odznakov divákom...ale bolo to nič v porovnaní s tým čo prišlo po nich....aj keď boli UNKLE mojim hlavným headlinerom, až takú úchvatnú show som nečakal...setlist postavený zvačša na War stories doplnený o klasiky ako In a State či Reign a geniálny gitarista boli hlavnou príčinou toho, že hneď po koncerte mi bolo jasné, že ich už ani v sobotu nikto ďalší neprekoná..nebyt Radiohead na Southside, tak by to bol isto aj kandidát na koncert roka....po Unkle nasledovali v tanečnom dome izraelskí Boom Pam...kombinácia 2 gitár, bicích a tuby urobili z Boom Pam jedno z najvačších prekvapení...bez problémov by preskočili ktorúkoľevek južanskú údernú dychovku...keďže Pohoda je multižánrový festival, nasledovala samozrejme totálna zmena žánru a návrat do obrovského O2 stanu so skvelou podlahou na Mr. Oiza... tento na prvý pohľad ležérny francúz sa ukázal ako najlepší dídžej, na ktorého som kedy tancoval...set mal namixovaný veľmi pestro...Flat beat...daft punk...justice...a rozne klasiky z 80s...do toho skvelé prechody a laserová show....perfektný záver prvého dňa ( ani trošku nebanujem, že som nebol na Fatboyovi)

    Sobota začala zostra už krátko po obede koncertom Swan Bridov....aj keď som sa bál, aby ich koncert nezostal bez odozvy ako minulý rok Diego, moje obavy sa ukázali ako úplne zbytočné....zo začiatku bolo publikum síce celkom lenivé, ale po pár songov sa prebralo k prvému sobotnému pogu...pogo a kotol pokračoval na Meetoo stage aj o hodinku českými Prostitutkami....gitarový prúd tentoraz už bez poga pokračoval na bažante vďaka írskym Bell X1...bel to veľmi príjemný koncert, dobrý spev, hudba i komunikatívny spevák boli ich hlavnými devízami ..len škoda, že nehrávajú svoju naj pecku He said she said...po nich sme odbehli do Devin_FM zapogovat na Sofu od Infants...no po treťom tracku sme logicky utekali naspať na Bažanta....prednosť dostali britskí Cribs....koncert bol asi presne takí ako som čakal....fajn gitarovka, čo má pár dobrých chytľavých hitov, ale nič extra / každopádne by si zaslúžili viac divákov/....preto nečakám na prídavok a utekám na Blood Red Shoes....zbytočne, meškajú 20 minút...nazvučiť jednu gitaristku a bubeníka muselo byť náročné....ale nevadí, Shoes nám to dokonale vynahradili po všetkých stránkach dokonalým koncertom....inak to ani nemohlo byť, spojenie mladíckej dravosti šmrcnutej punkom a jednoduchých songov muselo dostať každého...u mňa to nebolo inak...na žiadnom koncerte som sa tak nevykričal a nevyskákal ako práve na topánkach....po nich sme rýchlym krokom smerovali k bažantovi, už za zvuku Smokers outside the hospital door, keďže Editors začali na minútu presne...bol to koncert úplne iný ako Blood red shoes, ale minimálne rovnako dobrý, precítenému prejavu Toma Smitha a spol. ťažko niečo vytknúť...snáď len to, že sa podobne ako Mandovci minulý rok napriek mohutnému aplausu vysrali na prídavok. Naživo ma najviac dostali songy All sparks a Racing rats. Po maratóne 3 ostrovných gitaroviek som si dal konečne na chvíľu pauzu...čo sa ukázalo ako veľmi rozumný krok, pretože Audiobullys, ktorí začali o hodinku v O2 nás neštrili ani sekundu....napriek tomu, že zahrali len 2 songy z mojho milovaného Ego War a veľa songov z pripravovanej dosky/ vrátane Gimme that punk/ koncert nemal jedno slabšie miesto a zaradil sa medzi vrcholy festivalu...banujte všetci čo ste miesto toho išli na Mullera / milo ma prekvapilo, že stan bol plný/...po krátkom odpočinku na Lou Rhodes a neplánovanej tancovačke na Miss Kittin som sa prvý krát počas celého festu dostal aj do Tatra banka arény..........príčinou mojej návštevy boli belgickí Zita Swan / áno dostali prednosť aj pred Skinnerom / a neľutujem ani na chvíľu, Zita síce dlho zvučili...dlho sme nevedeli, či ten spevák je žena alebo muž.... /nakoniec sme sa zhodli, že to je chlap/...a nie hocijaký chlap...skvelý spevák s obrovským rozshahom, ktorého ideálne doplňovali 2 čierne vokalistky a skupina...koncert gradoval každým songom a každým odhodeným kusom spevákovho oblečenia...dva prídavky boli logickým vyústením...máme čas, tak ideme pozrieť Pendulum...nebolo to špatné....ale predsalen drumec neni moja šálka kávy / okrem High kontrast a London Elektricity/, ale pol hodinku sa na tom dalo odpaľovat, potom ma tie stereotypné bubny a basy prestali bavit a odišli sme spať do arény na Eric Sumo Band....a opať to bolo dobré rozhodnutie...maďarský electrojazz so skvelými speváčkami nemal chybu....preto opať 2 prídavky.....a v programe nám zostal už len jeden bod – a to vítanie slnka s španielskymi Percujove...predpokladám, že to bolo asi najlepšie vítanie slnka v histórii Pohody, nielen preto, že španieli hrali vyše hodiny, ale preto že okrem slnka stihli privítať najskor dúhu, ktorá sa vyfarbila nad celým Bažant Stagom, krátke poprchanie a nakoniec konečne aj to slnko...

    Suma sumárum, nielenže to bola najlepšia Pohoda v histórii ale aj najlepší festival vobec na ktorom som kedy bol....za všetko hovorí cca 20 odpogovaných resp pretancovaných koncertov...
  • O deszczu, słabych Cribsach i papierze toaletowym w tojach

    22 Jul 2008, 13:35 de Bombel_wilk

    Pia 18 VII – Bažant Pohoda 2008

    Do Trencina po dość męczącej podróży dotarliśmy we czwartek. Kiedy rozbijaliśmy nasze namioty lało jak z cebra i nadzieje na udany festiwal zaczęły się oddalać. Przed oczyma stawały mi obrazy z Opene’era 2007 gdzie wszyscy poruszali się po kostki w błocie lub byli w nie zasysani. Na szczęście w środę rano obudził nas upał i piękna słoneczna pogoda. Wszechobecne ze wszystkich stron góry były zamglone parującą wodą a to, jak się okazało, był dobry znak.

    Na pierwszy koncert ruszyłem o 15.30 - Puding Pani Elvisovej który miał grać na O2 Arena – namiocie który nie robił dobrego wrażenia jako miejsca koncertowego. Nagłośnienie w czasie koncertu było fatalne, może nieco bliżej sceny było lepiej jednak nie miałem ochoty się tam przepychać gdyż słowacka publiczność dobrze się bawiła i tańczyła. Byłem tylko słuchaczem który chciał poznać słowacką muzykę wartą zobaczenia. Koncert bardzo poprawny i interesujący jednak wyszedłem chwilę przed końcem, gdyż na Bażant Stage – głównej scenie która zaskoczyła mnie swoją wielkością przypominając raczej główną scenę na boisku mineralnym TS Wisła w czasie Juwenaliów – o 16 zaczynała grać grupa The Subways. Był to świetnie nagłośniony koncert, mega energetyczny i zagrany z wielkim zaangażowaniem. Publiczność świetnie przyjęła zespół naprawdę czując klimat. Wokalista skakał po głośnikach, krzyczał żeby "pohoda go crazy!", rzucał się po wszystkich miejscach a na koniec skoczył „na falę”. Po koncercie miałem masę czasu którą mogłem spożytkować na szukaniu moich znajomych w ponad 50 tysięcznym tłumie albo samemu znajdować sobie ciekawe formy rozrywki. Pierwszą taką formą było piwo wypite z prze miłą panią która je nalała. Owszem, trochę czuło się barierę językową ale jakoś szło. Około 17.30 pojawiłem się w miejscu zwanym Nay Tenecny Dom. Jak sama nazwa wskazuje był to dom taneczny w którym odbywały się różne warsztaty. Trafiłem tam na happening w którym publiczność odgrywała teledysk Fatboy Slim do piosenki Prasie You. Naprawdę dobrze się bawiłem kiedy około 300 ludzi wykonywało ten sam chory układ choreograficzny. Wszyscy uśmiechnięci i weseli – mega pozytywne miejsce. Następnym miejscem w którym się pojawiłem była po raz kolejny O2 Arena, gdzie o 19.45 swój koncert grała Lady Saw. Jak na królową dancehall’u jej koncert był bardzo przeciętny. Natomiast ja i moi znajomi dobrze się bawiliśmy. Mankamentem koncertu był fakt, że dwa razy siadło nagłośnienie. Się zdarza, ale nie aż dwa razy! Po koncercie udaliśmy się po piwo a po piwku na UNKLE. Koncert odbywał się w O2 Arena. Duże oczekiwanie i mega rozczarowanie. Koncert mi się nie podobał. Pewnie zbyt słabo znałem zespół. Nie wytrzymałem zbyt długo i wyszedłem po niespełna 30 minutach. Spowodowane było to także tym, że coraz bardziej bolała mnie głowa. Podejrzewałem u siebie początek kaca w czasie picia. Starałem się to naprawić dwoma piwami przed gwiazdą wieczoru ale niestety nie pomogło. Na Fatboy Slim stałem pod Bażant Stage i wiedziałem, że ten koncert mogę jedynie kontemplować, jednak momentami nie wytrzymywałem i zaczynałem podrygiwać i wyginać śmiało ciało. Piękne animacje z telebimu zostaną długo w mej pamięci. Szczególnie fragment kultowego już klipu Toe Jam albo też ryjek Iggiego Popa. Fatboy Slim zagrał długi koncert pokazując, że jest świetnym dj. Genialnie miksował swoje piosenki zarówno z Seven Nation Army jak i z Michealem Jacksonem. Fenomen! Wracając do namiotu przechodziłem przez O2 Arenę widziałem chwilę występu Mr. Oizo. Bardzo żałowałem, że z powodu bólu nie mogę tam zostać bo atmosfera która panowała w tym miejscu była niesamowita. Niestety, tylko tyle mogę napisać na temat tego koncertu.

    Drugi dzień festiwalu koncertowo rozpocząłem od występu Polemic na Bażant Stage. Zaczynał on grać o 14.00 w pełnym słońcu. To jednak nie przeszkodziło nikomu z obecnych na tym koncercie w świetnej zabawie w rytm muzyki ska. Kolejnym koncertem który chciałem zobaczyć był zespół The Cribs. Wiele osób mówiło, że zagrali bardzo dobry koncert na Open’erze w tym roku. Na Pohodzie natomiast ich gig był koszmarny. Wokalista był brzydko ubrany, nie miał kontaktu z publicznością, ryczał a nie śpiewał, nie stroili i generalnie źle brzmieli. Nic w tym koncercie nie było na plus. Nie wytrwałem do końca gdyż moje uszy nie były przygotowane na tak długie tortury. Dzięki temu, że nie dotrwałem do końce The Cribs bez obawy zdążyłem na jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie koncertów – Blood Red Shoes. Duet, który nie kryje inspiracji zespołem The White Stripes zagrał fantastyczny koncert. Odegrali wszystkie swoje utwory, perkusista zeszedł do publiczności ze sceny a ja stając pod sceną myślałem, że lepszego koncertu na tym festiwalu już nie zobaczę. Jednocześnie zazdrościłem tym którzy mieli ich zobaczyć dzień później w Polsce podczas Jarocin Festiwal.
    Kilka minut po 19 byłem już z powrotem na Bażant Stage gdzie zaczynało grać The Editors. Oni również grali w tym roku w Gdyni i wielu którzy widziało ten koncert było zawiedzionych. Ich koncert na Pohodzie pewnie bardziej udany. Dobrze brzmieli, chciało im się grać a publiczność żywiołowo reagowała świadczyć może o tym fakt, że publika bardzo długo skandowała pod sceną aby Editorsi jeszcze wyszli zagłuszając w ten sposób człowieka który nie mógł się przebić z mikrofonem poprzez wrzeszczący tłum. Zespół jednak już na scenie się nie pojawił. Występ jak najbardziej na plus ale też bez mega fajerwerków. Po zakończeniu koncertu szybko udałem się na O2 Arenę gdzie już dość długo grało Hexstatic. Niestety widziałem ostatnie kilka minut więc również nie mogę zbyt wiele na temat tego koncertu powiedzieć. Napiszę jedynie tyle, że Hextatic ma świetne animacje i to z pewnością działa na publiczność. O 22 w tym samym miejscu swój koncert zaczęli Audio Bullys. Ich występ był mniej elektroniczny niż się spodziewałem, naprawdę fajnie się tego słuchało jednak nie odebrałem ich muzyki w pełni. Winą za to obarczam ludzi stojących wokół mnie, zupełnie nie czujących klimatu ryjących się na chama i ciągle gadających. Zmieniłem miejscówkę jednak kosztem dźwięku i koncert już mi się tak nie podobał.
    Po Audio Bullys wspólnie z moim ziomem udaliśmy się pod Bażant Stage gdzie wkrótce miało grać The Streets. Było to długo oczekiwane wydarzenie. Warto było czekać. Zespół zaskoczył żywiołowością oraz aranżacją niektórych utworów jak na przykład Has It Come To This. Żałuję jedynie, że publiczność chyba była jakaś z przypadku i dodatkowo nie kumata. Nie ogarniała tego co się przed nimi dzieje. Warto wspomnieć, że na koniec koncertu Mike Skinder poprosił ludzi aby kucnęli i zrobili przejście pod wieżę nagłośnieniową po czym kazał się „na fali” podać pod scenę co też ludzie z wielkim zaangażowaniem uczynili. Potem jeszcze był bis. Niesamowity koncert. Ludzie długo stali pod sceną i skandowali aby zespół wyszedł na drugi bis, jednak Stritsi nie już się na niej nie pojawili. Koncertowo Pohodę zakończyliśmy na imprezie nakręcanej przez Jah Division sound sistem. Impreza trwała trzy i pół godziny ale daliśmy radę.

    Wyjazd na Pohodę traktowałem nie tylko jako wydarzenie muzyczne, ale także jako obiekt porównawczy dla Open’era czy Przystanku Woodstock. Chciałęm zobaczyć jak się robi festiwale w innych krajach. Teraz już wiem, że logistyka na polskich festiwalach jest dużo lepiej zorganizowana. Nie ma problemów z prądem, pole namiotowe jest lepiej oświetlone, dojazd jest dużo lepszy i sprawniejszy. Natomiast na Pohodzie dużo więcej się dzieje. Jest wiele pozamuzycznych akcji wobec których ciężko jest przejść obojętnie. Ważna rzecz – na Pohodzie nie spotkałem się z brakiem papieru toaletowego w tojce! Pyzatym kilka razy dziennie są one czyszczone. Tak więc myślę, że dobrze by było gdyby Pohoda i Gdynia wzajemnie się od siebie czegoś nauczyły. Obu festiwalom wyszło by to na dobre.
  • Pohoda Trencin, a highlight every year

    21 Jul 2008, 15:59 de wastlsk

    Fr., 18. Jul. – Bažant Pohoda 2008

    This festival has nearly 30.000 visitors a day but the organisator is still taking personal care when something is going wrong.

    A totally drunk guy was laying in front of the tatra banka tent and the organisator himself came to check up with the ambulance-people if he is ok:

    And this man also selects each year, since 1997, great arists to make the festival really POHODE (the slovak word for enjoyment, pleasurable). And it has really a unique and familar ambiance.

    Announced and introduced by a good friend, , the former CSFR-ex-president Vaclav Havel, Joan Baez, celebrating her 50th year of singing, turned the old communistic air-strip of Trencin into a magic place that was somewhere between Woodstock and the good ol' south but not in the Vah-Valley of Slovakia. And all was carefully guided by the full-moon.

    Joan forgot her picks backstage but she built a new world around them:

    so it was a really wonderful world:

    and we drove old dixie down

    and finally we got the imagination of what Woodstock did for all of us, the whole society:


    Richard Müller was so crowded that it was hard to see something and i would consider the distance i was away from the stage as safe for viewing starting jet-airplanes. But he rocked the slovaks and they didn't care how far they were from the stage.

    Besides all kind of music styles also some rappers had time to remind kids that it is important to learn to write:


    As i wanted to see the amazing Ukulele Girls i went to the Garnier Magic Mirror Tent and was a bit early. Early enough to discover a hidden slovak gem-stone triango:
    .

    But also the Ukulele Girls where a blast. They were killing in the name of love:

    covering AC/DC
    and finally even played a Joan Baez classic, Bobby McGee, that Joan did not play that night (on the following video from minute 3:00):


    Just a stone-throw away Hiromi showed the people how to fly into space even without a space-ship:


    A phantasic event and I can't wait for the Pohoda Festival in Trencin in 2009.
    By the way: It is just about 100 miles from Vienna, Austria. So also a not to miss for all Austrians, Germans, Hungarians, Polish people (the czechs were there anyhow).

    The more than 700 photos that i shot can be seen here:
    My pix of Pohoda Festival 2008, Trencin.

    So, see you in Trencin in 2009!
    And don't forget: A vsetko je pohode (in english: and everything is fine!)

    w.
  • Report: Bažant Pohoda 2008

    21 Jul 2008, 12:27 de dusoft

  • Pohoda 2008: Keď nie je o čom písať, iba o hudbe samotnej

    20 Jul 2008, 17:07 de KazimirZvonec

    Fri 18 Jul – Bažant Pohoda 2008
    Pohoda je už roky festival príliš velký na to, aby ho jeden človek dokázal celý obsiahnuť. Vyhnem sa preto pokusom o objektvíne hodnotenie a skúsim opísať svoje dojmy z tých útržkov, ktoré som zažil.

    S mojim trochu oneskoreným príchodom bol Mathew Herbert velmi príjemný začiatok- zohraný big band a speváčka so zamatovým hlasom. Zaujala ma istá drobnosť, keď v jednej zo skladieb dostali členovia orchestra za úlohu trhať do rytmu noviny, čím vznikol dosť vtipný zvuk. Následne sa všetci tí seriózne oblečení páni začali nimi počas Herbertovho sóla ohadzovať a náramne sa pri tom bavili. Žiarila z nich dobrá nálada a samozrejme publikum sa bavilo tiež.

    S UNKLE som asi trochu zaspal dobu- na pár rokov som ich stratil z dohladu a za ten čas sa stali omnoho viac gitarovejší, než vo svojich začiatkoch. Mierne mi tak nesadli do nálady, ale určite nie ich vinou. Ide sa teda na headlinera!

    Fatboy Slim. Je trošku zvláštne, keď sa na stage postaví týpek s notebookom, pár mašinkami, stlačí "play" a začne sa tváriť ako velký šéf. Ľudia si síce už pomaly zvykajú na DJ-ing ako plnohodnotnú súčasť "hudobného umenia", no mám pocit, že ešte nie sú celkom stotožnení s tým, aby bol takýto DJ ako hlavný headliner festivalu. Fatboy Slim si určite zaslúži byť najväčším menom celej tohtoročnej Pohody. Má na konte nespočetné množstvo kvalitnej hudby a bez debát je to jedna z najvýraznejších postáv tohto žánru v Európe. Ale predsa by som povedal, že od živého vystúpenia hviezdy takéhoto formátu mám právo očakávať trochu viac, ako púšťanie super hudby stlačením gombíka či jej mixovanie cez jednoduché prechody. Bola to skvelá dvojhodinová žúrka, no možno by sa viac hodila do tanečného O2 stage o štvrtej nad ránom, než o polnoci na hlavné pódium. Iste, vyzeralo by to na headlinera divne, ale zas...

    Ako dobrý nápad mi prišiel ohňostroj na záver Fatboy-ovho koncertu. Diváci videli opäť niečo nové a Fatboy týmto aj elegantne vyriešil dilemu, čo s publikom, čo žiada prídavok.

    Druhý deň sa rozbiehal pri príjemnom break-dance battle, presne ako sa na sobotné dopoludnie hodí. Nie som v tejto oblasti žiaden odborník, ale mám dojem, akoby sa úroveň battlov oproti minulému roku zdvihla. Vecí, z ktorých mi padala sánka, tam bolo viac, než na predošlom ročníku.

    Môj najočakávanejší koncert Pohody 2008 bol trochu zvláštny. Modré Hory sú bezpochyby prelomový projekt slovenskej hip-hopovej scény (vrátane ďalších za ktorými stojí Bene a Lyrik), no na koncertoch majú ešte čo zlepšovať. Zvuk bol výborný- obom bolo rozumieť slová, nemali žiadne výpadky textov a Marián Jaslovský tiež odviedol skvelú robotu.

    Problém bol trochu inde: práca s publikom. Je fajn, že Modré hory nie je projekt, ktorý má v úmysle spraviť pár kvalitných vecí (či povedzme "hitov") a potom ich omielať stále dookola. No aby kapelka, ktorá má na konte jediný album, pár skladieb k tomu a iba niečo vyše roka existencie, odmietala hrať svoje najväčšie "trháky" mi príde trochu nepochopitelné. Z asi štyroch známych vecí odznela v plnej dĺžke jedna a dalšie dve len ako minútové medly. Koncertu tak chýbala gradácia a oporné body, o ktoré by sa ludia vedeli zachytiť a zostať tak až dokonca. Netvrdím, že kapela musí dokolečka verklikovať svoje trháky aby tým zakaždým vyhovela väčšnie obecenstva, no zas neverím, že bolo Beneho a Lyrikov zámer, aby sa im od polovice koncertu začalo publikum pozvolne rozchádzať a do konca zostala možno tretina. Treba ale uznať, že tentokrát mali na vystúpenie celú hodinu, čo sa určite zvláda ťažšie než necelá polhodina pre minuloročný projekt Peťo Tázok. Tiež zloženie publika a velkosť priestorov sú pravdepodobne odlišné, než na aké sú zvyknutí.

    Napriek všetkému došlo Modré hody pozrieť omnoho viac ludí ako na Peťa Tázka na Pohode 2007. A teda aj keď je ešte čo vylepšovať, sú na dobrej ceste dosiahnuť "širšie spoločenské uznanie". Za hudbu, ktorú robia, by si ho určite zaslúžili.

    Na Garnier Magic Mirrors pódiu sa popoludní uskutočnila diskusia o budúcnosti internetu vo vzťahu k hudobnému priemyslu za účasti ludí z Orchard-u a last.fm. Ľudí, ktorí sa o problematiku zaujímajú hlbšie asi neohúrila žiadnymi zásadnými stanoviskami, no "bežná" verejnosť tu mohla získať pár užitočných informácií a názorov.

    Ideme ďalej? Nie, ostávame na Garnier Magic Mirrors pódiu pozrieť Slam Poetry. Súboj improvizovanej básnicej tvorby priniesol kopec spontánnej zábavy a miestami aj pozoruhodnej básnickej tvorby so zaujímavým prejavom. Velmi ma prekvapili najmä dvaja budapeštianski mladíci vystupujúci v rámci nesúťažnej časti. Ich maďarskej tvorbe som, žial, nerozumel, no poézia v Angličtine bola neuveritelne dobre prednesená. Až na zopár maličkostí bol ich prízvuk na nerozoznamie od prízvuku odkialsi z Nového Anglicka. Na záver bolo trochu škoda moderátora, ktorý príliš skoro podlahol festivalovým lákadlám a ku koncu už mierne strácal kontrolu ako nad súťažou, tak aj nad sebou samým.

    Pecha Kucha na Pohode 2008 bola prvá, ktorú som videl a hoci som ku koncu odišiel na iný stage, musím povedať, že to bol dobre strávený čas. Na úvod boli prednášky dosť rozpačité, no po 10 minútach sa to celkom slušne rozbehlo: prišli témy s pútavým spracovaním aj prezentáciou.

    Joan Baez, žijúca legenda detí kvetín, so svojim komorným akustickým prejavom nepatrí k hudbe, ktorú v posledných rokoch vyhladávam. No z jej prejavu bola cítiť sila, hĺbka, úcta k svetu okolo a nesmierna dôstojnosť. Vidieť v prvých radách ludí vo veku mojich rodičov naplno ponorených do hudby a so slzami v očiach, bol naozaj silný zážitok. Viem, že naša generácia bude za pár desaťročí podobne prežívať súčasné hudobné trendy a tak s úctou k dejinám skladám poklonu Joan Baez a generáciám predošlým.

    Hodinu po Joan Baez ju na Metoo pódiu vystriedala ďalia akustická speváčka Lou Rhodes. Určite je to kvalitná hudba, no mne osobne nepríde vhodná na festivalový prime-time. Opäť sa zamiešam do publika v Garnier Magic Mirrors stane.

    Peter Breiner, Stano Palúch a Boris Lenko pod hlavičkou triango ponúkli zmes tradičného tagna a jazzu. Slovo, ktoré by zhŕňalo celé vystupenie je: profesionalita. Skutoční Páni hudobníci. Pútavé skladby a bezchybné prevedenie vytvorili úžasnú atmosféru a dlhý potlesk na konci bol tak celkom zaslúžený. Ako som neskôr zistil ten krátky závan atomsféry Bratislavských jazzových dní nemal byť v ten deň jediným.

    No skôr než došiel rad na Hiromi, na hlavom pódiu to rozbalili anglický The Streets. A že to rozbalili poriadne! Odhliadnuc od toho, že štýlovo sa mi táto kapelka trafila do vkusu, jedna vec bola, podobne ako pri Modrých horách, skutočne neprehliadnutelná: práca s publikom. Tentokrát však s úplne inou kvalitou. Atmosféra gradovala s každou ďalšou skladbou a pred koncom mali The Streets obecenstvo úplne v hrsti. Ludia mávali rukami, tancovali a skákali jak šialení. Tu je presne tá pridaná hodnota, čo očakávam od každého koncertu: skvelú atmosféru, zábavu a silný zážitok. A vydarený stage-diving Mika Skinnera bol skvelou bodkou za, podla mňa, absolútnym vrcholom festivalu.

    Už ostáva len dať bodku za festivalom samotným. Japonská jazzová pianistka Hiromi so sprievodnou kapelkou boli naozaj výborným zakončením. Ako pri Petovi Breinerovi a jeho Triangu, aj pri tomto koncete bolo skvelé sa dívať na jazzových hudobníkov svetovej kvality. Energická Hiromi stiahla so sebou aj divákov a skutočne sa bolo na čo pozerať.

    Pohoda 2008 je teda za nami a dovolím si tvrdiť, že velmi úspešne. Organizačne nie je festivalu príliš čo vytknúť. Množstvo žánrovo odlišných pódií, kvalitný zvuk, vystúpenia načas. Stánky s občerstvením aj mobilné toalety nápor davov vcelku zvládli. Miesta na oddych, fungujúca zdravotná služba a koordinácia s dopravnou políciou. K tomu všetkému tento rok prialo Pohode aj počasie. Preplnené stanové mestečko či dlhé kolóny na vjazde a výjazde z areálu sú asi nutná daň za jeho velkosť a neviem si dosť dobre predstaviť, čo by sa s tým dalo spraviť.

    Objavili sa názory, že ubudlo koncertov, ktoré by toho-ktorého človeka zaujali, no toto tvrdenie je príliš subjektívne na to, aby sa dalo brať s plnou vážnosťou. Ostatne- návštevnosť v tomto prípade hovorí sama za seba.

    Pohoda si teda naďalej drží svoj vysoký štandard a verím, že to tak ostane aj do budúcich ročníkov. Vlastne až teraz, keď si čítam predošlé odstavce, mi to dochádza: recenzia festivalu o hudbe, kde jediná vec, ktorá stojí za polemiku je hudba samotná. To ostatné je predsa samozrejmosť...